|
|
piątek, 29 września 2006
ok ruch
Być może byłoby zarozumialstwem i fikcją pragnienie opracowania metody. Wiem, że niemożliwe jest drążenie tej zagadki, ale pragnąłbym zbliżyć się do różnych stron, rzucić nieco światła na brzegi. Posunąć się choćby o krok na tej drodze bez końca. W tym dziwnym po(low)aniu nigdy nie wiadomo, czym jest zwierzyna ani jak się ją łapie. Nie wiadomo nawet, kiedy polowanie się kończy. Nie mam pojęcia czym może być prawda. Mimo wszystko staram się ją pochwycić. W końcu nie wiem, w jakim stopniu ją trzymam, i czy nie złapałem iluzji. Za okruch prawdy, niepewnej lub ulotnej, warto zapłacić każdą cenę. To oczywiście brak rozsądku. W końcu cóż znaczy jakość następstw. Liczy się wieność.
piątek, 14 kwietnia 2006
Zamra(żar)ka
...jest maszyną tajemną. Należy do rodziny rzeczy zagadkowych, tych, które wprawiaja w zakłopotanie, z wnętrzem dostepnym ale nie wiadomo o nim nic jasnego i pewnego. Rzeczy zamkniete, skupione na sobie. Dlaczego zimno konserwuje?
Machina do niwelowania efektów czasu nie konserwuje jedynie surowców, przechowuje to co zostało przygotowane. Oczywiście wyprodukowała kilka potworów... sześcian zupy, sok do łamania, mięso jak skała. Przemiana płynnego w stałe, miękiego w sztywne. Rzecz alchemiczna, kamień filozoficzny?
U buddystów z krajów tybetańskich istnieje piekło ognia, przypominające nasze, ale także piekło lodu, z ciałami sinymi, sztywnymi, unieruchomionymi. Zamra(żar)ka należy do tej rodziny...
piątek, 23 grudnia 2005
oby...
... spotkania z całą rodziną przy stole, mnóstwo paplaniny o niczym, dużo zbędnych gestów i nienaturalna uprzejmość… ale z całą pewnościa już nie 'bez miejsca dla prawdziwych uczuć, fascynacji, mistycznej wiary i poczucia że to niezwykły czas' (.) refleksje nad przyszłym... bez miejsca dla wątłych myśli... głeb(oko) skrywana radość.
oby...
środa, 26 października 2005
byc...
... otoczony biela, czystym swiatlem... nie watpie w istnienie swiata, w swoje istnienie czy w jakiekolwiek istnienie. Ani przez moment nie watpie w to, ze gdzies jestem i wkrotce wszystko sie ulozy...
Rozkoszna lekkosc tajemnicy pozbawionej (nie)bezpieczenstwa. Pytania sa szczere, a odpowiedzi wkrotce sie pojawia.
Niezrownana pewnosc madrosci swiata. Niepozwalam aby umknal rzadki moment doskonalego zawieszenia pomiedzy, pewnoscia i niewiedza, niepokojem i sa Ty sfakcja...
Dotyk
poniedziałek, 24 października 2005
Pr(all)ka
Beben, cylinder, krazenie. Rotacja, powtórka, kolejnosc. Piana, plukanie, wirowanie. Programy, tabele tkanin i twardosci wody? Istota cykliczna i obrotowa?
Woda unosi przeszlosc, slady, pamiec? Potop po potopie, wnika w serce wlókien z cyklu w cykl.
Drzwi sie otwieraja szeregiem wychodza czyste dusze, gotowe po przebudzeniu rozpoczac nowe zycie...
czwartek, 20 października 2005
poziomnica...
... wyznacza poziom rownie pewnie i bezblednie, jak kompas wskazuje polnoc, a diapazon dzwiek la... Wprowadza w swiat zasade sCislosci. Geometryzuje, podporzadkowuje zasadzie zmaterializowej abstrakcji. Jest punktem orientacyjnym, rzecza regulujaca, elementem porzadkowym...
Swiat trzech wymiarow... pion, poziom... ludzki pierwiastek trzeci ego stopnia podniesiony do potegi prosTych sCian... naszych...
wtorek, 04 października 2005
Au to ma Ty czna
... calkowiCie utkana z nieobecnosCi... Rozmowy fantomow pomiedzy telefonami, rzeczami chwytajacymi dzwieki, znaczenia, czas... wszystko powtarzalne w nieskonczonosc. S low a zamrozone, konserwowane zimnem, na nowo slyszalne po roztopieniu lodu... a moze cos wiecej... nie zmieniajac pozorow... zamrozony czas... gdzies tam w sercu...
poniedziałek, 29 sierpnia 2005
...dr(z)wi
… (myśl ami) za(my)kam/otwieram się w pozornie nieograniczonej przestrzeni sensy(Ty vous)… otwieram/zamykam drzwi. Mają swoją przestrzeń… urządzoną, określoną… swój czas, któremu się podporządkowują, rozciągają, w którym żyją…
Pogrążają mnie w swojej obecności, przytłaczają w swojej przestrzeni, unoszą w swoim czasie... … łączą przeciwności, mieszają, niemalże stykają… zawsze otwarte albo zamknięte, obecne albo nieobecne… nie… są jednocześnie, i takie, i takie. Łączą puste i pełne, nie jak przeciwności bez wspólnej części zbioru, ale jak dwie twarze tej samej rzeczywistości…określają i przełamują granice. Nie ma drogi duchowej, w której nie pojawiałyby się drzwi… łączą i oddzielają to, co jest przed, od tego, co jest za… w pewnym sensie należą do obu stron, a w pewnym do żadnej.
Kiedy pcham drzwi, mam wrażenie, że właśnie zmieniam świat… że z drugiej strony wszystko jest inne… żadne słowa i gesty nie są w stanie wywołać takiego wrażenia…
wtorek, 09 sierpnia 2005
zap(ach!)...
…dość słodka woń… coś kwietn(ego), tchnienie wio(sny)…
...nie próbuję go ziden(Ty)fikować… zachowuję ślad, wchodzę, przenikam, choćby był efemeryczny, subtelny, najlżejszy. Nasycam go, wzmacniam, roz(Ci)ągam, podtrzymuję… niech się pojawi… Czy ta woń ma związek z rzeczywistością…? Jego królestwo znajduje się pomiędzy snem i czuwaniem, między dotykalnym i iluzorycznym…
Czy woda zmienia zapach pod wpływem temperatury? Czy istnieje zapach zapachu? Czy świat ma swój zapach?
poniedziałek, 01 sierpnia 2005
Go with the f(low)...
Przetrzy(ma)ć...
Zmęczenia nie da się oddzielić od życia…
Życie wystawia się nieustannie na wydatek energii, zniechęcenie, na znużenia realne i te wyimaginowane… Nie traktuję go jak przytłacza(ją)cą fatalność, która miażdży i zalewa, w której ginę krańcowo osłabiony, zwyciężony brakiem sił… niezdolny do ucieczki. Niszczę ideę schyłku… Najskuteczniejszą metodą opanowania zmęczenia nie jest wcale bunt i przeciwstawienie wszelkich sił atakom jego fal… wręcz przeciwnie… staram się mu towarzyszyć, płynąć z prądem… nie traktuję go jako przeszkody, ale raczej jak środek rozwoju…
Tak czy inaczej kiedyś się skończy… zasadniczą kwestią jest to, czy to uspokaja, czy też niepokoi…
poniedziałek, 25 lipca 2005
Cz(us)
… wyp(raw)a w stronę postrzegania wieczności… droga do środka własnego ciała. Skóra umiejscowiona w czasie, leżąca na peryferiach, tworzy zewnętrzne kręgi… serce podlegające jedynie pulsowi, poddane własnym rytmom… Pod spodem mieści się przestrzeń bez czasu… myśli, które płyną bezustannie i bez pozostawiania śladów, poruszające się w rzeczywistości rozciągniętej do granic wszechświata… Rdzeń mojej osoby nie ma nic wspólnego z porządkiem czasu...
piątek, 22 lipca 2005
Na w(id)nokręgu...
Ślizgające się spojrzenie, nieostre, niezdecydowane… gładka powierzchnia bez jakichkolwiek napięć. Poczucie istnienia zwijającego się na moich oczach świata… trwam w lekkiej obawie przed odkryciem tego, co znajduje się z tyłu, poza granicą świadomości… niezgłębione noce, gorejące płomienie, otchłań… a może jednak nic z tych rzeczy. Poczucie, że świat zawsze może być narażony na brak pewności, poślizg, upadek. Wszystko moze się zdarzyć, wszędzie, zawsze, bez uprzedzenia…
piątek, 15 lipca 2005
(Ś)wiadomość myśli...
Nie przerywam biegu myśli… nie przeszkadzam im, nie przywiązuje się. Traktuję ich przepływ jak przesuwanie się obłoków... nieuniknione i dalekie. Zachowuję obojętność nieba. Oczyszczam… uparcie, bez kontroli… zostaję na brzegu, poza kadrem, z otwar(Ty)mi oczami. Doznania… kolory, oddech, światło, skóra, mięśnie, dźwięki, cienie… nie wprowadzam ich do świadomości, nie przekształcam w ideę… … aż w końcu, małymi kroczkami, udaje się dojść do czystego nieba… pustego światła, bez wzruszeń, bez formy… Czy te krótkie osiągnięcia mogą mieć długotrwałe konsekwencje? Ich następstwa wychodzą daleko poza chwile, w których się zdarzają…
wtorek, 05 lipca 2005
Dź(wie)ki...
… muzyka, którą k(och!)am… zamknięte o(czy?). Ni(ech!) ustanie czujność. Mięśnie rozluźni(one)… ciało staje się bezsilne, ospale obciąża podłogę… cała reszta znika(!) Nic poza muzyką. Niech się dzieje. Muzyka absolutna, muzyka dominująca – tylko muzyka. Ona mnie ogarnia, rozpuszczam się w niej, staję się rytmem i brzmieniem. Czekam na moment, w którym nie da się nawet stwierdzić, że unoszę się w muzyce, bo do tego, by takie zdanie miało sens, potrzebne jest jakieś (Ty) różne od dźwięków. A to znika… pozostaje jedynie materia dźwięku, całkowicie sama, czyste tętno. … spoglądam z zewnątrz na opuszczone, bezwolne ciało… … pierwszy etap. Muzyka stała się tworzywem obecności, bezpośrednim łącznikiem z każdym bytem… Gdyby cały świat zniknął, z pewnością pozostałaby muzyka.
piątek, 27 maja 2005
(Wy)zbyć się uczucia …
... nie po(grą)żam się w nim … Postaram się traktować jak opuchliznę, wrzód, chwilowe obrzmienie. Naciskam, aby się spłaszczyło. Spoglądam na nie z zewnątrz niech wyda się śmieszne… Oczywiście… jest to niebywale trudne. Dręczący niepokój, irracjonalny smutek… Z pewnością trudne, ale nie jest niewykonalne. Istota rzeczy tkwi w znajomości celu, do którego dążę. Czy jest nim życie bez smutku i uniesień, egzystencja pozbawiona burz, czy wręcz przeciwnie… pełne kontrastów, implozji i eksplozji, przerażenia i ekstazy? Spróbuję przećwiczyć przedsmak jednego i drugiego... A może istnieje trzecia możliwość…
czwartek, 12 maja 2005
nie (lub)ię (!)
Naprawdę t(ego) nie lubię… …nie łaskocze ani nie drapie, nie ma mowy o żadnej alergii… To sprawa smaku (!) Cóż…
Najpierw troszeczkę, jeden kęs, ze stoickim spokojem – jako znak niezależności. Następnie nieco częściej, regularniej ale bez namaszczenia… aż sama czynność stanie się banalna, nieprzyjemność złagodzona, pojawi się zobojętnienie. Może się nawet zdarzyć, że polubię tą czynność… nie z powodu walorów smakowych znienawidzonych na zawsze… ani nie z przyzwyczajenia wywołanego powtarzalnością… Ze względu na czułość wobec siebie samego za przezwyciężenie awersji…(!) Pozostaje jedynie zrozumieć, z jakiego powodu mam sobie narzucić taki przymus, dość idiotyczny, niepowtarzalnie nieprzyjemny…
Odpowiedź uciszy wszelkie obiekcje… …Aby wciągnąć się... w wielką, ludzką przygodę!
środa, 27 kwietnia 2005
zgu(bić) . . .
. . . wiedzieć, że coś się zawieruszyło, ale nie być w stanie sobie uświadomić, co to właściwie było... stać się ofiara podwójnej straty... przedmiotu i wspomnienia(.) Nieokreślone wrażenie dziury w ciągłości spraw bez możliwości jej zidentyfikowania choćby przez nadanie precyzyjnych konturów... niekontrolowany poślizg z podwójnym niepokojem... zguba i jej tożsamość. Rozpływam się w iskrzącym pyle drobiazgów codzienności jak te drobinki kurzu, które można dostrzec tylko w promieniach słońca... Wyczekuje takich chwil by poświęcić im uwagę... smakowanie niezwykłości... rarytas. To nie będzie żal, wstyd ani długotrwale zażenowanie... to będzie i bardziej nieokreślone, i bardziej straszne. Zapomnieć zapomniane i niewyraźnie uświadamiać sobie, ze przydarzyło się zapomnienie...
…a co to jest niewyraźna świadomość? Czy cos takiego istnieje? To jakby oglądać samego siebie z zewnątrz, z boku, niedokładnie, pod dziwnym kątem, przy złej widoczności... Zimny lek z powodu nienaprawialnego, a nagłego braku czegoś, o czym nie masz najmniejszego pojęcia . . .
piątek, 15 kwietnia 2005
(formy)
Ci, którzy lubią ustalone formy, wciąż powtarzają: wykonuj gesty, a przyjdzie wiara... (...) padnij na kolana, mów i myśl (to, co trzeba), a wiara nadejdzie sama... ...nadzwyczajna siła absurdalnych przeciwności ~
wtorek, 05 kwietnia 2005
(deliberowanie)...
... deliberowanie hedonizmu w aspekcie pesymizmu... Chwiejny horyzont na widnokręgu myśli moich... lepszy cynizm w garści niż frustracja w duszy?
... Każdy efemeryczny wers ma swój metaforyczny sens (.)
wtorek, 15 lutego 2005
Chwile...
… Chwile, w których czuje się „pokonany” są tymi samymi chwilami, w których nabieram przekonania, że życie jest poważne, świat realny, a słowa – prawdziwe… Walka z tym niezdrowym nawykiem, szczęśliwie, nie jest zbyt skomplikowana… Przeobrażam każdą sytuację w scenę z filmu… wewnętrzny odbiór wydarzeń… odpowiednia modulacja głosu, mimika, formułowane zdania… Zaczynam od zagrania triumfującego pracownika, który przekracza progi biura… Sposób, w jaki otwieram drzwi, ruch ramienia, karta magnetyczna, która płynnym i zamaszystym ruchem umożliwia wejście na tą jakże specyficzną scenę, energiczne, acz niezbyt gwałtowne pchnięcie drzwi…dostosowuję głos do wyraźnego wyartykułowania krótkiego >hej<… krokiem zdobywcy udaję się w stronę swojego pokoju… porozumiewawczy uśmiech skierowany do postaci znikających w drzwiach sali konferencyjnej… czuwam nad każdym najdrobniejszym gestem… kolejne >cześć< z uśmiechem przyklejonym do twarzy… teraz mam pół minuty, aby cały czas idąc, opracować kolejną rolę, którą odegram po wejściu do pokoju… zapracowanego, tonącego w ilości projektów do zamknięcia, superpracownika miesiącach, roku, dekady… kreatywnego szaleńca sypiącego pomysłami nowych strategii niczym z rękawa…
|